logo
Niedziela, 28 kwietnia 2024 r.
imieniny:
Bogny, Walerii, Witalisa, Piotra, Ludwika – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Irena Świerdzewska
Znałam Świętą
Idziemy
 


 
 Odprowadzałyśmy s. Faustynę do malarza Kazimirowskiego na ul. Rossy w Wilnie. Tu powstał pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego – opowiada Jadwiga Meyer Krypajtis. Jest jedną z ostatnich osób, pamiętających siostrę Faustynę.
 
Był rok 1934. Jadwiga Meyer, 23-letnia studentka Szkoły Dramatycznej raz w miesiącu udawała się na spotkania Sodalicji Mariańskiej Pań Nauczycielek. W kaplicy, w rezydencji abp. Romualda Jałbrzykowskiego konferencje prowadził ks. prał. Cichoński. Czasem zastępował go ks. Michał Sopoćko, spowiednik s. Faustyny. Na jednym ze spotkań ks. Sopoćko zapytał, czy znalazłyby się sodaliski do towarzyszenia młodej zakonnicy w drodze do miejscowego malarza. Eugeniusz Kazimirowski uchodził za najlepszego portrecistę w okolicy. Zgłosiły się dwie. Jadwiga Malkiewiczówna mieszkała na Antokolu, w dzielnicy, gdzie znajdował się klasztor sióstr Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia. I Jadwiga Meyer na ul. Piwnej, nieopodal mieszkania malarza.
 
 – Siostra nie znała okolicy. Poza tym w Wilnie było wtedy niebezpiecznie, zdarzały się antykościelne ekscesy. Chodziłyśmy już po zmierzchu – wyjaśnia Jadwiga Krypajtis. Droga zajmowała około godziny.
 
– Siostra Faustyna była osobą bardzo skromną. Mówiła niewiele, często szła zamyślona. Kiedy opowiadała o rozmowach z Jezusem, twarz jej się rozjaśniała. Biło z niej coś nadzwyczajnego. Mówiła nam, że nie spodziewała się takich żądań ze strony Jezusa. Uważała się za osobę mało wykształconą, niegodną. Bała się, że ta misja ją przerasta – opowiada pani Jadwiga.
 
Malarz czekał zwykle o 5 po południu. – Siedziałyśmy w przedpokoju przylegającym do pracowni. Słyszałyśmy przez drzwi, jak s. Faustyna mówiła co trzeba poprawić. Czasem też wchodziłyśmy do pracowni.
– Pamiętam, jak malarz namalował głowę i ręce. Siostra Faustyna mówiła, że Jezus ręce miał inaczej wzniesione, niżej. Malarz stawiał znaczki, kreski, żeby potem poprawić. Starał się uwzględnić każdą uwagę siostry – wspomina Jadwiga Krypajtis. – Potem Kazimirowski zaczął okazywać zaniepokojenie. Siostra prosiła o kolejne poprawki, przez co wydłużał mu się czas pracy.
 
Podczas kolejnej wizyty siostra opowiadała nam o ostatnim objawieniu Jezusa. Prosił, by nie robiła więcej poprawek. Mówił, że najważniejsze są łaski Boże, które poprzez ten obraz będą spływały na ludzkie dusze – mówi pani Jadwiga. Po skończeniu dzieła, na prośbę s. Faustyny, fotograf wykonał kilka zdjęć obrazu. – Z koleżanką otrzymałyśmy po jednym – wspomina pani Jadwiga. Na odwrocie s. Faustyna napisała: „Dla Jadzi”.
 
Minęło kilka miesięcy. W Wilnie obchodzono 16 listopada święto Opieki Matki Bożej Ostrobramskiej. – Jak co dzień, wracałam wtedy do domu z pracy przez Ostrą Bramę. Przez okno kaplicy zobaczyłam obraz Jezusa Miłosiernego. Ksiądz Sopoćko opowiadał wtedy o s. Faustynie i Bożym Miłosierdziu – wspomina pani Jadwiga.
 
Druga z towarzyszek malarskich wypraw, Jadwiga Markiewiczówna, wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. Jadwiga Meyer wyszła za mąż. W sodalicyjnym teatrze im. św. Genezjusza w Wilnie reżyserowała sztuki o tematyce chrześcijańskiej, z których dochód wspierał prace na misjach. Do dnia dzisiejszego wizerunek Jezusa Miłosiernego jest szczególnie czczony w jej rodzinie. Ocalał z pożaru, po zbombardowaniu domu w czasie wojny.
 
– Po wojnie mąż został zesłany na 10 lat do gułagu w Workucie. Z wykształcenia muzyk, był słabego zdrowia, tam musiał ciężko pracować w kopalni węgla. Razem z czworgiem dzieci klęczeliśmy przed obrazem i modliliśmy się o jego powrót – opowiada pani Jadwiga. Józef Krypajtis po ośmiu latach obozu, w 1956 r., wrócił do rodziny. – W moim życiu było bardzo wiele trudnych spraw, które udało się rozwiązać – dodaje jeszcze Jadwiga Krypajtis. – Ciągle prosiłam o pomoc Jezusa Miłosiernego, modliłam się za wstawiennictwem św. Faustyny. I dziś czuję jej obecność.
 
Irena Świerdzewska
 
Zobacz także
s. Urszula Kwaśniewska SP
Różnie się modlimy... raz lepiej raz gorzej... Warto wciąż odkrywać nowe drogi, by stanąć przed Bogiem i w poczuciu jedności móc do końca rzucić się w Jego ramiona, czyli zaufać Mu w każdej sytuacji naszego życia. Pytałam, jak się modlić tu i teraz, i wsłuchałam się w słowa Etty Hillesum, kobiety, która spotkała Boga w swoim życiu. Etty zmarła w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu w 1943 roku, lecz wcześniej przeżyła długie chwile, rozmawiając z Bogiem sam na sam...
 
Elżbieta Tąta
Rozdarta jestem, bo tyle wyborów, które przecież wyborami nie są, a koniecznością odrzucenia tego, czy innego rozwiązania, tej lub innej alternatywy, szukaniem priorytetu, motaniem się w niepewności, ciągłym szukaniem nie tylko siebie. Już nie raz zdarzyło mi się wstać rano z ogromnym pragnieniem, by nagle gdzieś się zaszyć, zapaść pod ziemię, bo właściwie i tak mnie jest... za mało, nie potrafię pojawić się wszędzie tam, gdzie rzeczywiści muszę, a grafik pełen miejsc, osób, wydarzeń. Jestem tylko człowiekiem...
 
Andrea Tornielli
Urodziłem się 16 kwietnia 1927 r., w Wielką Sobotę, w Marktl nad Inn. W rodzinie często wspominano, że dzień moich urodzin był ostatnim dniem Wielkiego Tygodnia i wigilią Wielkiej Nocy; o wiele częściej niż to, że zostałem ochrzczony następnego ranka po moich urodzinach wodą ledwo co pobłogosławioną z «nocy paschalnej», która wówczas celebrowana była o poranku: bycie pierwszym ochrzczonym nową wodą było ważnym znakiem zapowiadającym...
 

___________________

 reklama
Działanie dobrych i złych duchów
Działanie dobrych i złych duchów
Krzysztof Wons SDS